piątek, 6 marca 2015

Opowieści z Japonii #11: Ōkunoshima, czyli wyspa królików


Jednym z ciekawszych miejsc, które udało mi się zobaczyć rok temu w Japonii była Ōkunoshima, czyli wyspa zamieszkana przez setki królików. Być może mieliście okazję oglądać na YT filmiki z tego miejsca, gdzie za turystami na widok jedzenia goniły dziesiątki królików. Ktoś podesłał mi właśnie taki filmik jeszcze przed moim wyjazdem i już wtedy wiedziałam, że muszę tam pojechać. Radości nie było końca, kiedy okazało się, że z Hiroshimy można tam dojechać w niecałe trzy godziny. Stacją docelową jest Tadanoumi, gdzie trzeba jeszcze wsiąść w prom.


Podczas II wojny światowej na wyspie produkowano broń chemiczną, która później miała być testowana na królikach. Po wojnie zwierzęta zostały wypuszczone, a na wyspie powstało małe muzeum przypominające o tych wydarzeniach.


Ōkunoshima jest jednym z ładniejszych miejsc, jakie miałam okazję zobaczyć, dlatego zdecydowanie zachęcam do jej odwiedzenia, jeśli tylko będziecie w prefekturze Hiroshima. Na wyspie można zatrzymać się w hotelu, ale myślę, że jeden dzień w zupełności wystarczy. Dobrze jest też mieć ze sobą coś dla królików- my zabraliśmy ze sobą kapustę, ale marchewka też powinna się sprawdzić :)


Nam najbardziej spodobały się malutkie króliczki, ale tak naprawdę wszystkie były bardzo słodkie. Na całej wyspie można ich spotkać naprawdę niesamowicie dużo, ale najbardziej oswojone są te, które przebywają koło hotelu- bez problemu dają się karmić i głaskać :)

piątek, 13 lutego 2015

Opowieści z Japonii #10: Pancakes z tofu i bananami


Chyba potrzebowałam znowu wyjechać, żeby móc wrócić do blogowania. 
Powrót do domu we wrześniu był bardzo trudny, bo gdzieś tam na drugim końcu świata z tymi wszystkimi osobami poczułam się jak u siebie. Podróże mają to do siebie, że zawsze zostawiamy w różnych miejscach jakąś część siebie, a mnie w Japonii zostało dosyć sporo.

Dwa tygodnie temu zaczęłam jednak nową przygodę- tym razem jestem trochę bliżej, bo następne kilka miesięcy spędzę w Budapeszcie. Będzie więc o moim życiu tutaj, ale to dopiero po tym, jak dokończę wszystkie japońskie opowieści- mam jeszcze sporo rzeczy, o których chcę powiedzieć.

Dzisiaj jednak podzielę się z wami przepisem na pancakes z tofu i bananami, które stały się moim cotygodniowym rytuałem w Hiroshimie. Jak zwykle nie podaję dokładnych proporcji, bo wszystko robię na oko.  Placuszki są przepyszne i  bardzo pożywne. Najbardziej lubię podawać je z truskawkami i miodem- smacznego :)


Pancakes z tofu i bananami

Składniki:

1 banan
ok. 150g tofu
1 jajko
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka proszku do pieczeni
mąka

Rozgnieść widelcem banana i tofu. Dokładnie wymieszać z jajkiem i jogurtem. Dodać proszek do pieczenia i stopniowo dosypywać łyżkami mąkę tak, aby ciasto było w miarę gęste.
Usmażone placuszki polać miodem i ulubionym owocami.


czwartek, 17 lipca 2014

Opowieści z Japonii #9: Leniwe z tofu i cynamonem


Za niecałe dwa tygodnie kończymy naukę, nie mogę uwierzyć, że to już. Co prawda minie jeszcze trochę czasu zanim wrócę do domu, ale wszyscy czujemy już, że nasza przygoda w Hiroshimie powoli zbliża się do końca. Nie chcę jednak jeszcze o tym myśleć, więc dzisiaj będzie przepis, bo tak dawno nie było tu nic o jedzeniu. Bohaterem dzisiejszego dnia jest tofu. Odkąd tutaj przyjechałam jem je bardzo często, w różnych postaciach. Czasami polewam je sosem sojowym, czasami dodaję do ryżu z warzywami, zupy, albo robię z niego placki, czy leniwe kluski, tak jak dzisiaj. Chociaż zdjęcie tego nie oddaje, kluski wyszły naprawdę bardzo pyszne i wersja z tofu smakuje mi tak samo, jak ta z twarogiem :)
 

★ Leniwe z tofu i cynamonem ★

Składniki:
/na jedną porcję/

160g tofu
1 jajko
łyżeczka cukru
szczypta soli
1/2 łyżeczki cynamonu
ok. 3/4 kubka mąki

Tofu rozdrobnić widelcem, dodać jajko, sól, cukier i wymieszać. Na końcu wsypać mąkę- mniej więcej 3/4 kubka. Jeszcze raz dokładnie wymieszać.
Zagotować wodę i posolić.
Ciasto nie powinno być na tyle gęste, żeby dało się z niego formować wałeczki, dlatego nabierałam je łyżką i kładłam do gotującej się wody. Kluseczki będą gotowe, kiedy wypłyną na wierzch.
Podawać z ulubionymi dodatkami- u mnie pokrojony banan, jogurt naturalny, cynamon i cukier.


sobota, 5 lipca 2014

Opowieści z Japonii #8: Co kryje łazienka na japońskim uniwersytecie?



Pierwsze dni na Hiroshima University of Economics upłynęły nam na poznawaniu budynków i zapoznawaniu się z otoczeniem. Próbowaliśmy jedzenia na różnych stołówkach, myliliśmy sale i przeklinaliśmy schody, które prowadzą na uczelnię- uniwersytet znajduje się na wzgórzu, można się tam dostać darmowym autobusem albo iść na piechotę, jak zwykle to robię :)

Pewnego dnia wyruszyłyśmy z koleżanką na poszukiwania łazienki w jednym z budynków. To, co znalazłyśmy przerosło moje oczekiwania i zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę jestem na uniwersytecie, czy może jednak to jakiś hotel, albo restauracja.


Uwaga, moja japońska uczelnia ma prawdziwy pokój do makijażu. Z żyrandolem. Każde stanowisko ma osobne krzesło i duże lustro, całość jest urządzona bardzo stylowo, ale przede wszystkim, tu jest naprawdę bardzo czysto. Nie próbuję nawet porównać tego do łazienki na polskiej uczelni.

Co za tym stoi? 80 procent uczniów na HUE to chłopcy, dlatego takie pomieszczenie na uniwersytecie ma przyciągać do szkoły więcej studentek i pokazać ich rodzicom, że szkoła jest idealnie przygotowana na ich przyjęcie.




Tak wygląda część łazienkowa:


I słynna japońska toaleta z masą przycisków- jest na przykład opcja bidetu, mycia, czy odgłos płynącej wody.



Tak wyglądają łazienki na innych pietrach- też z pokojami do makijażu, ale już dużo mniejszymi :)






Co o tym sądzicie? Korzystałybyście z takiego pokoju do makijażu? :)

środa, 11 czerwca 2014

Opowieści z Japonii #7: Jak wygląda studenckie mieszkanie w Japonii?

 
Czyli dzisiaj będzie o tym, że nie mam stołu, jem siedząc na podłodze i gotuję ryż w specjalnej maszynie.

Całe swoje życie, aż do przyjazdu tutaj mieszkałam z rodziną. Od dwóch miesięcy jestem sama i choć miałam nadzieję, że uda mi się załapać na pokój dwuosobowy, to prawie wszystkich z nas umieszczono w jedynkach. W Polsce większość studentów szuka sobie współlokatorów, wydaję mi się, że raczej rzadko można spotkać kogoś, kto mieszkałby sam. W Japonii jest na odwrót- nie spotkałam jeszcze ani jednej osoby, która mieszkałaby z kimś, wszystkie studenckie mieszkania są jednoosobowe.

Nasz budynek składa się z parteru i piętra (to w Japonii odpowiednio pierwsze i drugie piętro). Nie mamy wspólnej klatki schodowej, do każdego pokoju wchodzi się od zewnątrz. Ja mieszkam na dole, a obok mam znajomych z Meksyku, Indonezji, Niemiec i Korei.

No dobrze, wchodzimy do środka.


Wchodząc do każdego japońskiego domu, najpierw zostawiamy swoje buty w genkanie, czymś w rodzaju przedpokoju. Mój jest malutki i wszystkie buty się w nim nie mieszczą. Prawidłowo powinno się ustawiać je palcami do drzwi, wtedy łatwo je założyć wychodząc z domu.


Kilka kroków dalej znajduje się moja kuchnia. To właśnie jej obawiałam się najbardziej, kiedy dowiedziałam się, że nie jest w żaden sposób oddzielona od reszty pokoju. Nie jest tak jednak wszędzie- u wielu moich znajomych część kuchenną i sypialnię dzielą drzwi.
Co tu mam? Jeden palnik, maszynę do gotowania ryżu, piecyk do tostów i mikrofalówkę, która ku mojemu zdziwieniu może pełnić funkcję piekarnika.

Na przeciwko kuchni znajdują się drzwi do łazienki.


Zawsze myślałam, że moja krakowska łazienka jest mała, ale spokojnie, da się upakować wszystko jeszcze bardziej ;) Wszystko zrobione jest z kremowego tworzywa i mam wrażenie, że każda część łazienki jest ze sobą połączona. Nie mam tu żadnej szafki, ale najważniejsze, że jest lusterko.

Tak wygląda cały pokój.


Śpię na łóżku, a nie na futonie; mam biurko, ale nie mam stołu. Myślałam, żeby zamienić je w stół, ale jednak potrzebne mi jest jako kolejna półka na książki ze względu na deficyt szafek. Zwykle jem siedząc na poduszce na podłodze i wcale nie uważam żeby to było niewygodne :) Mam jedną szafę wbudowaną w ścianie i ogromną czerwoną walizkę, która się tam nie zmieściła i wciąż przypomina mi o tym, że kiedyś będzie trzeba wracać do domu.

Co sądzicie o takim mieszkaniu? :)

piątek, 30 maja 2014

Opowieści z Japonii #6: Nara w zdjęciach

 
Nara przywitała nas deszczem, kwitnącymi śliwami i niezliczoną ilością sarenek, które były skłonne zjeść nas w całości :)

wtorek, 6 maja 2014

Opowieści z Japonii #5: Kioto- dzień drugi i trzeci

Dzień II


Zwiedzania ciąg dalszy! Po naprawdę dobrym śniadaniu przespacerowaliśmy się do Kyoto Station. Stacja jest ogromna i bardzo nowoczesna, dlatego wcale nie pasuje mi do zabytkowego Kioto. 



Kupiliśmy 1-day bus pass za 500 jenów (ok. 15 zł, naprawdę dobra opcja, bo można się przesiadać i jeździć ile się chce) i pojechaliśmy do Kinkakjuji- świątyni pokrytej złotem. Po drodze zaczepiła nas grupka dzieciaków, które były na wycieczce razem z nauczycielką angielskiego. Zostaliśmy obdarowani origami i trochę pogadaliśmy. Niestety Japończycy nie radzą sobie za dobrze z angielskim (trudności z wymową, mały nacisk ćwiczenie mówienia), ale te dzieciaki były naprawdę dobre!



Mieliśmy szczęście, bo tego dnia świeciło słońce, więc świątynia wyglądała fantastycznie w jego promieniach. Świątynia pokryta jest listewkami ze złota- niestety znowu zdjęcia nie ukazują tego, co zobaczyliśmy, a widok był naprawdę niesamowity, znowu trochę jak z bajki.


Wieczorem przespacerowaliśmy się najsłynniejszą dzielnica Kioto- Gion, porobiłam jeszcze więcej zdjęć kimon, a na kolację zjedliśmy yakiniku, czyli mięso z grilla. Podobnie jak przy okonomiyaki, stoły nie są takie zwyczajne, bo mają wbudowany palnik i na nich i samodzielnie grilluje się plasterki mięsa.
Zrobiłyśmy sobie jeszcze z Nana puri, bo przecież musi być słodko i wróciliśmy do domu.
Atmosfera Kioto jest naprawdę niesamowita i mam ochotę tam wrócić jak najszybciej, bo czułam jakbym przeniosła się w czasie.







Dzień III

Nasz ostatni dzień w Kioto. Zostaliśmy sami, bo Nana, jak większość studentów IV roku, pisała egzamin w poszukiwaniu pracy.
Bez szczególnego planu wyruszyliśmy pod stację. To był nasz punkt wyjściowy, z którego w razie czego moglibyśmy wszędzie bez problemu dojechać. W poszukiwaniu wifi dotarliśmy do Starbucksa. Niestety znalezienie darmowego wifi w Japonii jest bardzo trudne- w kawiarniach można połączyć się z niestrzeżoną siecią, ale żeby z niej skorzystać trzeba się najpierw zarejestrować, czyli z reguły podać maila, na którego przyjdzie hasło itd., a żeby to sprawdzić trzeba przecież mieć internet. Błędne koło! Kiedy próbowaliśmy się połączyć na wszystkie możliwe sposoby, zaczepiło nas bardzo miłe starsze małżeństwo- doradzili nam żebyśmy wybrali się do Międzynarodowego Muzeum Mangi i tak zrobiliśmy. Ze stacji idzie się tam prostą drogą około pół godziny. Już wiemy, że japońskie „bardzo daleko” nie zajmie nam więcej niż 30 minut spacerem. Naprawdę lubię spacerować!

Muzeum mieści się w budynku dawnej szkoły, zgromadzono tam ogromne ilości komiksów, podzielonych na lata wydania, państwa, w których się ukazały, języki... Nie przeczytałam w swoim życiu wielu mang, ale naprawdę fajnie było coś takiego zobaczyć, w końcu to nieodłączna część kultury japońskiej. Najbardziej jednak spodobała mi się wystawa grafik zebranych po tsunami i trzęsieniu ziemi w 2011.



Z Kioto wyruszymy do Nary, więc zostańcie ze mną :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...